Gospodarka | 20.11.2008
Koncern chemiczny BASF ogranicza produkcję
Po branży bankowej i samochodowej także chemiczna sygnalizuje problemy. Koncern BASF wstrzymuje produkcję w 80 fabrykach na całym świecie, w 100 dalszych produkcje zostanie ograniczona.
Niemiecki koncern chemiczny BASF, branżowy lider w skali światowej, zmuszony był po raz drugi w przeciągu zaledwie trzech tygodni zredukować prognozę na przyszły rok. „Przed nami trudne czasy” – przyznał szef koncernu Jürgen Hambrecht. Na giełdach wiadomość wywołała szok: akcje BASF spadły wczoraj po południu aż o 18 procent.
Jürgen Hambrecht nie należy do pesymistów wśród czołowych managerów. Z tym większą powagą koła gospodarcze i media przyjęły jego ostrzeżenie. Szef BASF dostrzega, iż mamy tym razem do czynienia z całkiem nową konstelacją: recesja w Ameryce, recesja w Europie, Azja w obliczu recesji – nawet globalnie operujący koncern jak BASF nie ma możliwości zrównoważenia słabości jednego regionu wyższą dynamiką w innym. Wobec ograniczenia produkcji w skali światowej nie było tym razem alternatywy. Oznacza to, że – na razie przejściowo – około 20 tysięcy pracowników nie może pracować w pełnym wymiarze godzin.
Zagrożone miejsca pracy
Bildunterschrift: Großansicht des Bildes mit der Bildunterschrift: Szef zarządu koncernu BASF Jürgen Hambrecht
To odnosi się także do zakładów BASF na terenie Niemiec, choć jeszcze dwa tygodnie temu Hambrecht zapewniał, że w kraju miejsca pracy nie są zagrożone:
„W jakim stopniu i w kraju zagrożone są miejsca pracy, nie da się dziś z całą pewnością powiedzieć, ale przynajmniej w Ludwigshafen nikt nie powinien martwić się o własną przyszłość” – podkreślał szef BASF. Aktualny rozwój sytuacji stawia jego niedawne wypowiedzi pod znakiem zapytania. Wiadomo tymczasem, że i w głównej fabryce BASF w Ludwigshafen około 5 tysięcy pracowników odczuje następstwa ograniczenia produkcji.
Koncern redukuje bowiem w pierwszej kolejności produkcję w zakładach uzależnionych od odbiorców w branży samochodowej, w budownictwie i przemyśle tekstylnym. W tych branżach popyt na wyroby przemysłu chemicznego uległ nieomalże załamaniu. A końca kryzysu jeszcze nie widać. Wygląda na to, że Jürgen Hambrecht – podobnie jak jego koledzy z innych koncernów – dopiero na wiosnę będą mieli pełniejszy obraz sytuacji.
Negatywny trend
Bildunterschrift: Großansicht des Bildes mit der Bildunterschrift: Kryzys się zaostrzył, bo dotknął także rynku ropy i gazu ziemnego, w którym spore udziały ma również BASF. Po raz pierwszy od dłuższego czasu koncern BASF konfrontowany jest z sytuacją, że klienci – nawet krajowi – wycofują się z zawartych już umów. W minionych dwóch tygodniach ten negatywny trend nasilił się. Poza tym – w obliczu spadku akcji BASF na giełdzie – nasuwa się pytanie, jak długo koncernowi uda się zachować niezależność. Jürgen Hambrecht na razie uspakaja:
- „Możliwości przejęcia BASF przez bogatszych inwestorów nigdy nie można wykluczyć“ – przyznaje. „Aktualnie jednak nie istnieje. W czasach kryzysu jak obecnie do fuzji na wielką skalę raczej nie dochodzi. A poza tym jako czołowy koncern branży chemicznej w świecie będziemy się oczywiście bronić” – podkreśla szef BASF.
Istnieje jeszcze jeden – wyjątkowo niekorzystny dla BASF – aspekt obecnego kryzysu: W przeszłości udawało się słabsze wyniki w produkcji chemicznej kompensować wyższymi zyskami w biznesie naftowym i gazowym. Tym razem i to zdaje się nie funkcjonować. Kryzys jest w swym wymiarze zbyt kompleksowy – nawet na możliwości globalnie i wielobranżowo operującego koncernu jak BASF.








